środa, 21 października 2026

Bazar na Kole – warszawski targ staroci

 Bazar na Kole – warszawski targ staroci

Bazar na Kole, słynny targ staroci na warszawskiej Woli. Można tu trafić na przedwojenne fotografie, porcelanę z dawnych warszawskich mieszkań, stare zegary, monety, książki, militaria, obrazy i przedmioty, których przeznaczenia nie zawsze potrafi od razu rozpoznać nawet wprawny miłośnik antyków.

To miejsce ma zupełnie inny charakter niż eleganckie galerie antykwaryczne. Tutaj trzeba się rozglądać, zaglądać między wystawione przedmioty, pytać sprzedawców i uzbroić się w cierpliwość. Czasami najciekawszy zakup znajduje się na samym końcu stoiska, przykryty stertą innych rzeczy. A czasami zamiast kosztownego antyku można znaleźć drobiazg, który dla kogoś okaże się bezcenną pamiątką rodzinną.

Od jarmarku perskiego do kultowego targu staroci

Historia Bazaru na Kole sięga lat 80. XX wieku, choć jego korzenie wiążą się z wcześniejszą tradycją warszawskich jarmarków. Jednym z poprzedników był tak zwany jarmark perski, organizowany w latach 70. na Mariensztacie. Z czasem handel starociami rozwinął się na Woli, przyciągając coraz więcej sprzedawców i poszukiwaczy niezwykłych przedmiotów.

Szczególną popularność bazar zdobył w latach 90., gdy po przemianach ustrojowych targowiska stały się ważną częścią polskiej codzienności. Na Kole można było kupić rzeczy niedostępne w zwykłych sklepach, a także sprzedać przedmioty zalegające w domach i piwnicach. Dla jednych był to sposób na zarobek, dla innych – okazja do rozwijania kolekcjonerskiej pasji.



Oferta bazaru potrafi zaskoczyć różnorodnością. Na stoiskach można wypatrzyć porcelanowe filiżanki, srebrzone sztućce, stare lampy, obrazy, zegary, biżuterię, książki, pocztówki i monety. Pojawiają się również przedmioty z czasów PRL-u, dawne wyposażenie mieszkań oraz pamiątki związane z historią Warszawy i Polski. 


Nie wszystko jest zabytkiem o dużej wartości, ale właśnie w tym tkwi urok targu: obok przedmiotów kolekcjonerskich leżą rzeczy, które dla jednego sprzedawcy są zwykłym drobiazgiem, a dla kupującego mogą stać się wyjątkowym odkryciem.

Na bazar przychodzą doświadczeni kolekcjonerzy, handlarze, miłośnicy dawnego wzornictwa, ale również osoby, które po prostu lubią przeglądać stare rzeczy. 


Często za zakupem kryje się nie tylko chęć posiadania konkretnego przedmiotu, lecz także ciekawość jego historii. Ktoś szuka filiżanki podobnej do tej, którą pamięta z domu babci, ktoś inny zbiera stare fotografie, a jeszcze ktoś poluje na mebel, który po odnowieniu zyska drugie życie.


Kolekcjonerskie polowanie – najlepiej od rana

Bazar na Kole znajduje się przy ulicy Obozowej 99 na warszawskiej Woli, w rejonie ulic Obozowej, Księcia Janusza, Newelskiej i Ciołka. W dni powszednie funkcjonuje tu zwykły handel targowy, natomiast weekendy przyciągają miłośników staroci. Szczególnie niedzielny poranek jest tradycyjnie dobrym momentem na poszukiwania – sprzedawcy rozkładają towar, a najciekawsze przedmioty nie zostały jeszcze wypatrzone przez innych kupujących.





















poniedziałek, 19 października 2026

Ards Forest Park, Irlandia

Ards Forest Park, Irlandia

Ards Forest Park w hrabstwie Donegal to jedno z tych miejsc, które świetnie pokazują, dlaczego północno-zachodnia Irlandia jest tak wyjątkowa. Nie jest to po prostu las. Na obszarze około 480 hektarów spotykają się tutaj las, skaliste wybrzeże, piaszczyste plaże i wydmy, słone mokradła, jeziora oraz zatoki. 

Park leży nad Sheephaven Bay, niedaleko Creeslough, przy drodze N56 prowadzącej w kierunku Dunfanaghy. Jest również częścią krajobrazu Wild Atlantic Way.


Największą ciekawostką Ards jest właśnie niezwykła różnorodność krajobrazu. Można wejść między gęste drzewa, a po kilkunastu minutach znaleźć się nad Atlantykiem. W innych miejscach ścieżka prowadzi przez wydmy albo obok słonych mokradeł. 

Są tu także jeziora, w tym Lough Lilly, przy którym w sierpniu można zobaczyć kwitnące lilie. Drzewa miejscami rosną niemal do samej wody, co tworzy bardzo charakterystyczny dla Donegalu widok: zielony las i dzikie wybrzeże w jednym miejscu.

Szczególnie ciekawy jest Binngorm Trail, prowadzący w kierunku Binngorm Point i Sheephaven Bay. Trasa ma około 3,9 km i zajmuje mniej więcej dwie godziny. Nie należy do najłatwiejszych, ale wynagradza wysiłek widokami na zatokę, plaże i Atlantyk. Przy jej końcu znajduje się także samotny kamień stojący – jeden z elementów bardzo starego krajobrazu kulturowego tego miejsca.

Ards jest zresztą ciekawy nie tylko przyrodniczo. W lesie ukryte są ślady ludzi, którzy żyli tutaj setki, a nawet tysiące lat temu. Znajdują się tu pozostałości czterech ringfortów, czyli charakterystycznych dla Irlandii kolistych umocnionych osad, a także megalityczne grobowce. Jest również holy well – święta studnia, oraz mass rock, czyli skała wykorzystywana jako miejsce odprawiania mszy w czasach, gdy katolickie praktyki religijne w Irlandii były ograniczane.

To właśnie te pozostałości sprawiają, że spacer po Ards ma trochę inny charakter niż zwykła leśna wycieczka. Część zabytków jest schowana wśród drzew i łatwo je przeoczyć. Człowiek idzie leśną ścieżką, a nagle trafia na kamienną konstrukcję lub ślad dawnej osady. Oficjalne materiały turystyczne określają Ards wręcz jako miejsce, w którym przyroda i dziedzictwo archeologiczne występują obok siebie.

Warto zwrócić uwagę na Heritage Trail, liczący około 5 km. Dla osób zainteresowanych historią jest ciekawszy niż zwykły spacer po lesie, ponieważ pozwala zobaczyć część historycznych i archeologicznych pozostałości parku. Z kolei osoby nastawione przede wszystkim na krajobrazy mogą wybrać Sand Dune Trail albo Salt Marsh Trail. Ten drugi prowadzi w pobliże specjalnej czatowni dla ptaków. Mokradła są szczególnie interesujące w okresie jesienno-zimowym, kiedy pojawiają się tam ptaki migrujące.

Ciekawostką jest też ogromny wybór tras. W Ards wytyczono dziewięć szlaków, od bardzo krótkiego, zaledwie półkilometrowego Salt Marsh Trail, po 13-kilometrowy Red Trail. Można więc przyjechać tu zarówno na krótki spacer, jak i spędzić kilka godzin na wędrówce. Łącząc poszczególne ścieżki, da się przejść przez park trasą liczącą ponad 15 km.

Najbardziej „irlandzki” jest jednak chyba moment, kiedy las się kończy i pojawia się plaża oraz Atlantyk. Z jednej strony ma się za plecami ciemną zieleń drzew, z drugiej – szeroką zatokę i piasek, a dalej góry Donegalu. Właśnie dlatego Ards często wymieniany jest wśród najciekawszych leśnych spacerów Irlandii.

I jest jeszcze jedna rzecz, która może spodobać się osobom szukającym miejsc z opowieścią. Ards nie ma jednej tak słynnej legendy jak pobliski Doe Castle czy Glenveagh, ale sam krajobraz jest pełen śladów dawnych mieszkańców: ringforty, megalityczne grobowce, święta studnia i mass rock. To dobre miejsce, żeby poczuć tę charakterystyczną dla Irlandii atmosferę, w której historia nie jest zamknięta w muzeum, tylko ukrywa się w lesie, pod kamieniami i wśród starych drzew.


Jeffry’s House – dom, którego właściciel zniknął z historii

W Ards Forest Park jest jeszcze jeden obiekt, który zdecydowanie warto wyróżnić, bo zupełnie nie przypomina typowej atrakcji turystycznej. To Jeffry’s House, niewielka współczesna konstrukcja będąca połączeniem architektury, sztuki i… trochę baśniowej fantazji.

Jeffry’s House powstał w 2014 roku. Zaprojektowali go architekt Thomas O’Brien i artystka Emily Mannion. Obiekt ma zaledwie około 18 m² i został zbudowany bezpośrednio na miejscu.

Najciekawsza jest jednak historia jego nazwy. Jeffry’s House wzięło ją od Jeffry’s Lough, niewielkiego jeziora, które zaznaczano na dawnych mapach Ards, ale które z czasem zniknęło z krajobrazu. I tu pojawia się coś bardzo irlandzkiego: twórcy przyznają, że nie wiedzą, kim właściwie był Jeffry. Pozostało tylko imię.

Nie jest to więc dom Jeffry’ego w tradycyjnym znaczeniu. To raczej współczesny pomnik pamięci po miejscu i człowieku, o którym niewiele już wiadomo. Autorzy celowo pozostawili tę tajemnicę. Nazwanie budowli imieniem Jeffry’ego miało zakotwiczyć ją nie tylko w fizycznym krajobrazie, ale także w „krajobrazie pamięci i opowieści”.

Jak wygląda?

Z daleka budowla przypomina trochę dziwną, ogromną chatę albo bajkowy domek wyrastający z lasu. Ma smukłą, geometryczną konstrukcję z drewna modrzewiowego, pokrytą strzechą z lnu. Tradycyjny materiał zestawiono z bardzo współczesną, niemal rzeźbiarską formą.

Nie chodziło przy tym o stworzenie kolejnego budynku użytkowego. Jeffry’s House jest określany jako folly – rodzaj architektonicznego pawilonu lub budowli-ogrodu, której głównym zadaniem jest wzbogacenie krajobrazu i wywołanie określonego wrażenia. Tutaj służy jako schronienie dla spacerujących i punkt, z którego można patrzeć na morze, wydmy i góry.

piątek, 16 października 2026

Tatry Zachodnie – widok na Świnicę z Kasprowego Wierchu

Tatry Zachodnie – widok na Świnicę z Kasprowego Wierchu

Tatry Zachodnie zachwycają łagodniejszymi, rozległymi grzbietami, głębokimi dolinami i panoramami, które przy dobrej pogodzie zapierają dech w piersiach. Jednym z najlepszych miejsc, by podziwiać górski krajobraz, jest Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.), szczyt położony na granicy Tatr Zachodnich i Wysokich. Rozciąga się stąd imponujący widok na obie części Tatr, a szczególną uwagę przyciąga Świnica – charakterystyczny, skalisty szczyt wznoszący się na wysokość 2301 m n.p.m.

widok na Świnicę

Świnica wyróżnia się ostrą sylwetką i poszarpaną granią. W pogodny dzień doskonale odcina się na tle nieba, a otaczające ją skaliste szczyty przypominają, że właśnie tutaj zaczyna się świat surowych, wysokogórskich krajobrazów. Z Kasprowego Wierchu można dostrzec również fragmenty Orlej Perci oraz rozległe doliny po polskiej i słowackiej stronie Tatr. 

Widok na Krywań

To miejsce, w którym warto zatrzymać się na dłużej, nie tylko po to, by zrobić zdjęcia, ale także, by przyjrzeć się zmieniającemu się światłu, cieniom przesuwającym się po zboczach i chmurom opierającym się o górskie grzbiety. To niezwykle malownicze miejsce o każdej porze roku. Te zdjęcia zostały zrobione na początku października.

Trasa z Kasprowego Wierchu w stronę Świnicy

Z Kasprowego Wierchu warto wybrać się czerwonym szlakiem graniowym w kierunku Świnickiej Przełęczy. Trzeba ruszyć w stronę Suchej Przełęczy i szczytu Beskid (2012 m n.p.m.). Dalej trasa prowadzi przez Liliowe, czyli przełęcz uznawaną za umowną granicę między Tatrami Zachodnimi a Wysokimi.

Widok na Krywań

Już na tym odcinku otwierają się rozległe widoki na Tatry Zachodnie, Dolinę Cichą po stronie słowackiej oraz skaliste szczyty Tatr Wysokich. Masyw Świnicy staje się coraz wyraźniejszy, a jego strome zbocza i postrzępiona grań pięknie kontrastują z łagodniejszymi grzbietami zachodniej części gór. Dojście z Kasprowego Wierchu do Świnickiej Przełęczy zajmuje orientacyjnie około 50 minut, a widoki zapierają dech. 


Dla mnie trasa kończy się na Świnickiej Przełęczy. Zdobycie szczytu Świnicy wymaga sprawności i kondycji. Na szczyt prowadzi trasa z odcinkami ubezpieczonymi łańcuchami. Dlatego, jeśli komuś zależy - tak jak mnie - przede wszystkim na panoramie i fotografowaniu gór, można poprzestać na spacerze granią i powrocie tą samą drogą.

To trasa, która pozwala poczuć wysokogórski charakter Tatr bez konieczności zdobywania najbardziej wymagających wierzchołków. Trzeba jednak pamiętać, że nawet latem warunki na grani mogą szybko się zmienić, a przy oblodzeniu lub burzy przejście staje się niebezpieczne. Przed wyjściem należy sprawdzić aktualne komunikaty Tatrzańskiego Parku Narodowego.















Polecany post

Zamek Bran – historia „zamku Draculi” i legendy Transylwanii

Zamek Bran – historia „zamku Draculi” i legendy Transylwanii Zamek Bran jest jednym z tych miejsc, w których granica między historią a lege...