środa, 9 września 2026

Most Kłamców w Sibiu, Rumunia

Most Kłamców w Sibiu, Rumunia

Most Kłamców (rum. Podul Minciunilor) to jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w historycznym centrum miasta Sibiu (Sybin). Jest niewielki, ale wokół niego narosło wiele opowieści. Co ciekawe, prawdziwa historia jego nazwy jest prawdopodobnie znacznie mniej romantyczna niż legendy.

Most, który słucha kłamstw

Na Moście Kłamców lepiej uważać na to, co się mówi. Według najbardziej znanej legendy konstrukcja ma niezwykłą właściwość: potrafi rozpoznać kłamstwo. Kiedy ktoś stojący na moście wypowiada nieprawdę, most zaczyna skrzypieć i jęczeć. Przy większym kłamstwie ma podobno trząść się mocniej, a przy wyjątkowo bezczelnym – zawalić się i strącić kłamcę w dół. Oczywiście przez ponad 160 lat istnienia most nie udowodnił, aby posiadał takie zdolności, ale legenda do dziś jest jedną z najbardziej charakterystycznych opowieści Sybina.

I właśnie dlatego turyści często robią sobie tutaj zdjęcia, stojąc na środku mostu i składając rozmaite deklaracje. Zwłaszcza zakochani mają powód, by potraktować legendę poważnie. Dawniej właśnie młode pary miały upodobać sobie to miejsce, a opowieść głosiła, że jeśli chłopak przysięgnie dziewczynie miłość do końca życia, a będzie to tylko pięknie brzmiące kłamstwo, most może go za to ukarać.

Skąd właściwie wzięła się nazwa?

Tutaj zaczyna się najciekawsza część historii, ponieważ Most Kłamstw wcale nie został nazwany od kłamców.

Obecny most powstał w 1859 roku. Wcześniej znajdował się tutaj drewniany most i przejście prowadzące przez zabudowania. W połowie XIX wieku postanowiono przebudować ten fragment miasta. Rząd budynków stojących nad przejściem rozebrano w 1851 roku, a kilka lat później wzniesiono nowoczesną konstrukcję z żeliwa. Most został wykonany przez niemiecką hutę Friedrich Hütte i oficjalnie otwarto go 17 grudnia 1860 roku.

Była to wówczas prawdziwa nowinka techniczna. Podul Minciunilor jest pierwszym żeliwnym mostem zbudowanym na terenie dzisiejszej Rumunii. Co więcej, jego konstrukcja była nietypowa, ponieważ nie posiadał klasycznych podpór pośrodku ulicy. Z tego powodu nazywano go po niemiecku Liegenbrücke, czyli „Mostem Leżącym”.

I właśnie tutaj doszło do językowego zamieszania. Niemieckie określenie Liegenbrücke było bardzo podobne w brzmieniu do Lügenbrücke, czyli „Mostu Kłamstw”. Z czasem druga wersja zaczęła funkcjonować wśród mieszkańców, a wokół nowej nazwy zaczęły powstawać legendy, które miały wyjaśnić, dlaczego most jest „kłamliwy”.

Kupcy, którzy oszukiwali klientów

Jedna z miejscowych legend przenosi nas do czasów, kiedy okolice dzisiejszego mostu były częścią ruchliwego miejsca handlowego. Kupcy mieli zachwalać swoje towary znacznie bardziej, niż na to zasługiwały. Sprzedawca mógł zapewniać, że jego produkt jest najlepszy w całym mieście, że pochodzi z najodleglejszych krain albo że klient właśnie otrzymuje wyjątkową okazję.

Problem pojawiał się wtedy, gdy ktoś odkrywał, że kupiec zwyczajnie kłamał.

Według legendy Most Kłamców miał być szczególnie niebezpieczny dla nieuczciwych handlarzy. Jeśli ktoś próbował oszukać klienta właśnie w tym miejscu, konstrukcja miała zareagować skrzypieniem. Najwięksi oszuści mogli zaś skończyć znacznie gorzej.

Trudno oczywiście powiedzieć, ile w tej historii jest średniowiecznej tradycji, a ile późniejszej turystycznej opowieści. Sam fakt, że w tym miejscu od dawna funkcjonowały przejścia i przestrzeń związana z handlem, sprawił jednak, że legenda o kłamliwych kupcach dobrze pasowała do charakteru miejsca.

Jeszcze ciekawsza legenda o zakochanych

Najbardziej romantyczna wersja opowieści dotyczy młodych kobiet i mężczyzn.


Podobno dziewczęta z Sybina spotykały się tutaj z młodymi mężczyznami, którzy składali im wielkie deklaracje miłości. Problem polegał na tym, że nie zawsze były one prawdziwe. Młodzieniec mógł przysięgać, że kocha dziewczynę, że poślubi ją albo że wróci następnego dnia – po czym znikał bez śladu.

W takiej sytuacji Most Kłamców miał być miejscem szczególnie niebezpiecznym. Według legendy most znał prawdę o zakochanych. Jeśli ktoś składał fałszywe obietnice, jego kłamstwo miało zostać natychmiast ujawnione.

Z czasem powstała nawet bardziej złośliwa wersja tej historii: most miał szczególnie nie lubić mężczyzn, którzy uwodzili dziewczęta pięknymi słowami, choć wcale nie zamierzali się z nimi żenić. Można więc powiedzieć, że był czymś w rodzaju XIX-wiecznego wykrywacza kłamstw – tyle że bardzo surowego.

A co z czarownicami?

Wśród opowieści związanych z mostem pojawia się również motyw czarownic i fałszywych przepowiedni. Według jednej z miejscowych tradycji w okolicy karano kobiety, których przepowiednie się nie sprawdziły. Jeśli ktoś twierdził, że posiada nadprzyrodzoną wiedzę i potrafi przewidzieć przyszłość, a później rzeczywistość brutalnie weryfikowała jego słowa, można było uznać, że była to po prostu kolejna forma oszustwa.

To oczywiście należy traktować jako legendę, a nie opis udokumentowanego sposobu wymierzania sprawiedliwości. Pokazuje jednak, jak szeroko rozumiano „kłamstwo” przypisywane temu miejscu – nie chodziło wyłącznie o zwykłe oszustwo, lecz także o fałszywe obietnice, plotki i przepowiednie.

Most, który zastąpił mroczny tunel

Historia miejsca jest ciekawa również dlatego, że obecny romantyczny most zastąpił coś, co wcale nie było romantyczne.

Przed XIX-wieczną przebudową znajdował się tutaj zadaszony, sklepiony przejazd prowadzący pod zabudowaniami. Wąskie przejście łączyło różne części miasta i było jednym z punktów komunikacyjnych prowadzących do historycznego centrum.

Z czasem okolica stała się jednak bardzo nieprzyjemna. Stara zabudowa była ciasna, a pod przejściem gromadziły się odpady. W XIX wieku miejsce miało opinię brudnego i niezdrowego. Ostatecznie w 1851 roku wyburzono budynki stojące nad przejazdem, a kilka lat później zastąpił je nowoczesny most.

Można więc powiedzieć, że Podul Minciunilor jest jednym z przykładów XIX-wiecznej modernizacji Sybina. Stare, ciasne przejście zostało zastąpione lekką, żeliwną konstrukcją, która stała się później jednym z symboli miasta.

Mały most, ale prawdziwa perełka architektury

Pod względem rozmiarów most nie robi ogromnego wrażenia. Ma około 10 metrów długości, ale jego dekoracja jest niezwykle staranna. Konstrukcja została wykonana z czterech spłaszczonych łuków z żeliwa, a balustrady ozdobiono rozetami, motywami geometrycznymi i roślinnymi w duchu neogotyku.


Na moście można zobaczyć także herb Sybina, a na jego północnej stronie znajdują się napisy „1859” oraz „Friedrichs Hütte”, przypominające o dacie powstania konstrukcji i jej wykonawcy. Cztery kamienne postumenty przy wejściach podtrzymują żeliwne latarnie.

Most łączy Piața Mică, czyli Mały Rynek, z Piața Huet. Znajduje się więc w samym środku najstarszej części Sybina. Przechodząc przez niego, można niemal natychmiast znaleźć się w zupełnie innej części historycznego miasta.


„Oczy” Sybina patrzą z dachów

Warto po przejściu przez most spojrzeć w górę. Sybin słynie z charakterystycznych dachów starych kamienic, w których znajdują się niewielkie okienka przypominające oczy. Mieszkańcy i przewodnicy nazywają je często „oczami Sybina”. Oficjalny portal turystyczny miasta podkreśla, że podczas spaceru można odnieść wrażenie, iż stare domy obserwują przechodniów.


W połączeniu z legendą o moście tworzy to niezwykłą atmosferę. Z jednej strony mamy budowlę, która – według opowieści – słyszy każde kłamstwo, z drugiej zaś dachy, które wyglądają tak, jakby całe miasto patrzyło na spacerujących.

Czy most naprawdę „wykrywa” kłamstwa?

Na szczęście dla turystów – nie. Można bez obaw stanąć na środku i powiedzieć największą nawet bzdurę. Most prawdopodobnie nie zareaguje.

Ale jest w tej historii coś sympatycznego. Podul Minciunilor jest przykładem miejsca, w którym historia i legenda wzajemnie się uzupełniają. Wiemy dokładnie, kiedy powstała obecna konstrukcja, kto ją wykonał i dlaczego była techniczną nowinką. Nie wiemy natomiast, ile prawdy kryje się w opowieściach o zakochanych, kupcach i przepowiedniach. I być może właśnie dlatego most jest tak popularny.

Najlepiej więc potraktować go zgodnie z miejscową tradycją: przejść na drugą stronę, spojrzeć na żeliwne ornamenty, a potem bardzo dobrze zastanowić się, zanim wypowie się tutaj jakąkolwiek wielką obietnicę. Nigdy przecież nie wiadomo, czy most rzeczywiście nie ma lepszego słuchu, niż nam się wydaje. 

 

poniedziałek, 7 września 2026

Brașov, Rumunia

Brașov, Rumunia

Brașov, po polsku Braszów, jest jednym z tych miast Rumunii, w których historia właściwie wychodzi na ulicę. Kolorowe kamienice, średniowieczne mury, potężna Czarna Cerkiew, wąskie przejścia i górująca nad wszystkim Tâmpa tworzą niezwykłą scenerię. To także miasto, w którym przez stulecia spotykały się różne społeczności – przede wszystkim Sasi siedmiogrodzcy, Węgrzy i Rumuni. Dawny Brașov nosił zresztą kilka nazw: po niemiecku Kronstadt, po węgiersku Brassó, a w średniowiecznych dokumentach łacińskich pojawiało się Corona.

Brașov - historia miasta

Historia miasta sięga XIII wieku. W 1211 roku król Węgier Andrzej II sprowadził w okolice dzisiejszego Braszowa Krzyżaków, którzy mieli bronić południowo-wschodnich granic Królestwa Węgier. Ich obecność nie trwała jednak długo. Znacznie większe znaczenie dla rozwoju miasta mieli później niemieccy osadnicy, czyli Sasi siedmiogrodzcy. 


Dzięki przywilejom nadawanym przez władców Brașov szybko stał się bogatym ośrodkiem handlowym. Położenie było idealne – miasto znajdowało się na ważnych szlakach prowadzących przez Karpaty, łączących Siedmiogród z Wołoszczyzną i dalej z terenami pozostającymi pod wpływami osmańskimi.

To właśnie handel stworzył bogactwo średniowiecznego Braszowa. Kupcy przywozili tutaj towary z zachodniej Europy, a wywozili między innymi tkaniny, narzędzia i wyroby rzemieślnicze. Miasto miało bardzo silne cechy rzemieślnicze. Każdy z nich odpowiadał także za fragment miejskich fortyfikacji. Do dziś zachowały się między innymi Bastion Tkaczy i pozostałości innych bastionów oraz murów. Bastion Tkaczy powstawał w dwóch etapach – w XV i XVI wieku – i należał do najlepiej bronionych części miasta.



Centrum dawnego Braszowa stanowi Piața Sfatului, czyli Rynek Rady. To właśnie tutaj koncentrowało się życie handlowe i polityczne miasta. Pośrodku stoi charakterystyczny budynek dawnego ratusza z wieżą. 

Dzisiejszy plac otaczają kolorowe kamienice, dawne domy kupieckie i barokowe fasady. Warto zwrócić uwagę na różnorodność architektury – jest to efekt wielokrotnych przebudów, pożarów i zmieniających się stylów.

Czarny Kościół w Brașovie

Nad starówką dominuje Czarny Kościół, czyli Biserica Neagră – największa gotycka świątynia Rumunii. Budowano ją od 1385 do 1477 roku. Pierwotnie nosiła nazwę kościoła Mariackiego. Jej dzisiejsze określenie pochodzi od wielkiego pożaru z 1689 roku, który strawił znaczną część Braszowa. Ogień uszkodził również świątynię i pokrył jej zewnętrzne mury warstwą sadzy. Stąd właśnie nazwa „Czarny Kościół”.

Wnętrze Czarnego Kościoła kryje kilka niespodzianek. Znajduje się tutaj ogromny organ z 1839 roku, mający ponad 4000 piszczałek, a także jedna z najważniejszych w Europie kolekcji orientalnych dywanów. W kościele znajduje się 119 anatolijskich dywanów, które w XVII i XVIII wieku ofiarowywali świątyni miejscowi niemieccy kupcy. Były one nie tylko dekoracją. Ofiarodawcy dziękowali w ten sposób za szczęśliwy powrót z podróży handlowych na tereny położone na południe i wschód od Karpat.

Z Czarnym Kościołem związana jest też dość makabryczna legenda. Na jednym z zewnętrznych przypór można zobaczyć rzeźbę przedstawiającą dziecko wyglądające tak, jakby za chwilę miało spaść z dachu. Według legendy pewien chłopiec pracujący przy budowie kościoła został zepchnięty z wysokości przez zazdrosnego lub bezwzględnego mistrza budowlanego. Rzeźba miała upamiętniać jego tragiczną śmierć. Nie jest to jednak fakt historycznie potwierdzony, lecz jedna z opowieści, które przez lata narosły wokół świątyni.

Bardzo ciekawym miejscem jest Brama Katarzyny. Wzniesiono ją w 1559 roku i jest jedyną zachowaną średniowieczną bramą miejską Braszowa. Jej cztery narożne wieżyczki mają znaczenie symboliczne. W średniowiecznej Europie takie wieżyczki oznaczały prawo miasta do wykonywania wyroków śmierci. Braszów posiadał więc nie tylko własne mury i administrację, ale także szeroką autonomię sądowniczą.


Z Bramą Katarzyny wiąże się również mniej chwalebna karta historii miasta. Przez stulecia mieszkańcy rumuńskiej dzielnicy Șchei mieli ograniczony dostęp do miasta otoczonego murami. W czasach dominacji saskiej Rumuni nie mogli swobodnie osiedlać się wewnątrz murów ani posiadać tam nieruchomości, dlatego rozwijali własną dzielnicę poza fortyfikacjami. Przez Bramę Katarzyny przechodzili do miasta, a według przekazów musieli za to płacić specjalną opłatę.

Właśnie Șchei jest bardzo ważną częścią historii Braszowa. Znajduje się tam cerkiew św. Mikołaja i pierwsza szkoła rumuńska. W miejscowej tradycji edukacyjnej ogromne znaczenie miało drukarstwo. W muzeum można zobaczyć między innymi dawne księgi i prasę drukarską, a z Braszowem związany jest jeden z najważniejszych zabytków języka rumuńskiego – list Neacșu z Câmpulungu z 1521 roku, uważany za najstarszy zachowany dokument napisany po rumuńsku alfabetem łacińskim.

Jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc jest Strada Sforii, czyli Ulica Sznurkowa. Jest tak wąska, że przejście nią przypomina przeciskanie się między ścianami. Jej szerokość w najwęższych miejscach wynosi około 1,1–1,3 metra. Pierwotnie nie była jednak atrakcją turystyczną, lecz praktycznym przejściem dla strażaków. Dziś jest jednym z najbardziej fotografowanych zakątków Braszowa. Niestety uliczka ta akurat jest remontowana i niedostępna.


Tampa i legendy Brașova

Nad miastem wznosi się Tâmpa, zalesiona góra o wysokości około 960 metrów. To właśnie na jej zboczu znajduje się wielki napis BRAȘOV, który z daleka przypomina słynny znak HOLLYWOOD. Historia tego napisu jest jednak ciekawsza, niż mogłoby się wydawać. W 1950 roku komunistyczne władze zmieniły nazwę miasta na Orașul Stalin – Miasto Stalin. Na Tâmpie utworzono wówczas ogromny napis „STALIN”, widoczny z miasta. Po upadku komunizmu pojawił się napis BRAȘOV. Obecne litery stały się jednym z symboli miasta i można je oglądać zarówno z centrum, jak i z okolicznych wzgórz.

Tâmpa ma również własne legendy. Jedna z nich mówi o smoku, który miał żyć w jaskini na zboczu góry i porywać dzieci miejscowych możnych. Według opowieści pewien rzeźnik wymyślił sposób na zabicie potwora: napełnił skórę cielęcia wapnem i pozostawił ją przed wejściem do jaskini. Smok połknął „cielę”, a następnie wypił wodę. Wapno miało zacząć działać, powodując rozerwanie jego brzucha. To oczywiście legenda, ale dobrze wpisuje się w niezwykły krajobraz góry, która z oddali rzeczywiście może przypominać śpiącego smoka.

Z Tâmpą związana jest także opowieść o podziemnym jeziorze i tunelach. Według lokalnych podań pod górą miały znajdować się ogromne podziemne przestrzenie wypełnione wodą, a nawet tunele łączące Tâmpę z miastem. Nie ma dowodów potwierdzających istnienie takiego ogromnego jeziora czy tajemniczej sieci tuneli, ale opowieści te przez lata stały się częścią miejskiego folkloru.

Jeszcze bardziej niezwykła jest legenda o królu Salomonie. Według jednej z miejscowych opowieści władca uciekał przed prześladowcami, zabierając ze sobą ogromne skarby. Schronił się w górach w okolicach dzisiejszego Braszowa, a miejsce to miało później otrzymać nazwę Pietrele lui Solomon – Skały Salomona. Inna wersja mówi, że Salomon miał rzucić koronę z wysokości, a ślady jego ucieczki przetrwały w miejscowych nazwach i legendach. 

piątek, 4 września 2026

Fortyfikacje Zamościa – twierdza, która nigdy nie została zdobyta szturmem

Fortyfikacje Zamościa – twierdza, która nigdy nie została zdobyta szturmem

Fortyfikacje Zamościa należą do najwybitniejszych osiągnięć nowożytnej sztuki fortyfikacyjnej w Europie. Gdy Jan Zamoyski zakładał miasto w 1580 roku, od początku planował je nie tylko jako reprezentacyjną rezydencję i ośrodek handlowy, ale również jako potężną twierdzę. Projekt systemu obronnego opracował włoski architekt Bernardo Morando, wykorzystując najnowocześniejsze rozwiązania tzw. szkoły nowowłoskiej. W kolejnych latach fortyfikacje udoskonalali wybitni inżynierowie wojskowi, m.in. Andrea dell'Aqua i Jan Michał Link.


Pierwsze wały ziemne zaczęto usypywać już w latach 80. XVI wieku. Następnie zastępowano je potężnymi murami ceglano-kamiennymi. Ostatecznie w 1618 roku Zamość otaczał system siedmiu bastionów połączonych kurtynami, szerokimi fosami oraz trzema głównymi bramami: Lubelską, Lwowską i Szczebrzeską. Dodatkową ochronę zapewniały naturalne rozlewiska rzek Łabuńki i Topornicy, które utrudniały dostęp od południa i zachodu.

Twierdza bardzo szybko zyskała opinię jednej z najnowocześniejszych i najlepiej ufortyfikowanych w Rzeczypospolitej. Jej największym atutem był bastionowy system obrony. Każdy bastion osłaniał sąsiedni, dzięki czemu atakujący znajdowali się pod ogniem z kilku stron jednocześnie. Takie rozwiązanie praktycznie eliminowało tzw. martwe pola ostrzału.

Twierdza, której nie zdobyto szturmem

Historia zamojskich fortyfikacji to pasmo skutecznych obron. W 1648 roku pod mury miasta dotarły wojska Bohdana Chmielnickiego. Po blisko dwóch tygodniach oblężenia Kozacy odstąpili od twierdzy. Jeszcze większą sławę przyniosły fortyfikacjom wydarzenia z okresu potopu szwedzkiego. W 1656 roku armiaKarola X Gustawa nie zdołała zdobyć Zamościa, który – obok Jasnej Góry i Gdańska – należał do nielicznych miejsc skutecznie opierających się Szwedom.


Kolejną próbą była wojna z Rosją w 1813 roku. Twierdza przez dziewięć miesięcy wytrzymywała oblężenie wojsk rosyjskich. Z tego okresu pochodzi jedna z największych numizmatycznych ciekawostek – z powodu braku pieniędzy wybito specjalne monety oblężnicze: srebrne dwuzłotówki i brązowe sześciogroszówki, którymi wypłacano żołd żołnierzom.

Podczas powstania listopadowego Zamość był ostatnią twierdzą Królestwa Polskiego, która skapitulowała. Dopiero po wielu miesiącach oblężenia załoga zgodziła się na poddanie miasta.

Rozbudowa w XIX wieku

Rozwój artylerii sprawił, że na początku XIX wieku twierdzę gruntownie zmodernizowano. Powstały ogromne ceglane nadszańce, galerie strzeleckie, kazamaty i nowe umocnienia ziemne. Najbardziej imponującym elementem stał się Bastion VII z monumentalnym nadszańcem, który pełnił jednocześnie funkcję koszar i stanowiska artyleryjskiego. Zamiast tradycyjnego dachu przykryto go grubą warstwą ziemi, zdolną wytrzymać ostrzał artyleryjski.

Niestety rozwój dział gwintowanych sprawił, że niewielka twierdza przestała odpowiadać wymaganiom nowoczesnej wojny. W 1866 roku car Aleksander II nakazał likwidację twierdzy. Mury wysadzano w powietrze, bastiony rozbierano, a cegłę wykorzystywano jako materiał budowlany. Ocalały jedynie niektóre fragmenty fortyfikacji oraz nadszańce.

Co można zobaczyć dzisiaj?

Najcenniejszym zachowanym fragmentem jest Twierdza Zamość, gdzie zrekonstruowano Bastion VII wraz z fragmentem kurtyny i fosy. Można tu spacerować po wałach obronnych, oglądać ustawione działa oraz zejść do podziemnych galerii.

Największą atrakcją jest Podziemna Trasa Turystyczna prowadząca przez kazamaty, galerie strzeleckie oraz wnętrze nadszańca. Liczy około pół kilometra długości i pozwala zobaczyć miejsca, do których dawniej dostęp mieli wyłącznie żołnierze. Zwiedzający przechodzą wąskimi korytarzami, mijają stanowiska artyleryjskie i poznają ewolucję fortyfikacji od XVII do XIX wieku.

W dawnym arsenale działa dziś Muzeum Fortyfikacji i Broni Arsenał Oddział Muzeum Zamojskiego. Wystawy prezentują historię twierdzy, rozwój uzbrojenia od XVI wieku aż po XX stulecie, broń białą, palną, armaty, mundury oraz wyposażenie żołnierzy. Sam budynek arsenału powstał około 1630 roku jako magazyn broni dla zamojskiej załogi.

Na Bastionie VI można natomiast zobaczyć odsłonięte podczas prac archeologicznych fragmenty XVII-wiecznych murów i tzw. słoniczoła – wyjątkowego elementu dawnych umocnień, który przez stulecia pozostawał ukryty pod ziemią.

Ciekawostki o fortyfikacjach

Jedną z największych dum Zamościa jest przekonanie, że twierdzy nigdy nie zdobyto bezpośrednim szturmem. Kolejne armie zmuszały jej obrońców do kapitulacji wyłącznie po długotrwałych oblężeniach lub z powodów politycznych.

Cały system murów miał około 2,4 kilometra długości, choć chronił stosunkowo niewielkie miasto o powierzchni zaledwie 24 hektarów. Dzięki temu obrona mogła szybko przerzucać siły pomiędzy bastionami.

Nadszaniec Bastionu VII to niezwykły przykład wojskowej architektury XIX wieku. W czasie pokoju służył jako koszary, lecz podczas oblężenia zamieniał się w potężną baterię artyleryjską. Działa ustawiano zarówno wewnątrz budowli, jak i na ziemnym stropie.

Legendy i opowieści

Według jednej z najbardziej znanych legend pod całym Starym Miastem istnieje rozległa sieć korytarzy łączących bastiony z pałacem Zamoyskich, arsenałem i kamienicami kupieckimi. W rzeczywistości część takich przejść rzeczywiście istnieje – są to wojskowe galerie i kazamaty – jednak legenda przypisuje im znacznie większy zasięg, niż potwierdzają badania archeologiczne.

Inna miejscowa opowieść mówi o duchach dawnych strażników, którzy podczas nocnych wart mieli pojawiać się na wałach twierdzy. Według przekazów ich sylwetki można było dostrzec szczególnie podczas mglistych poranków nad fosami. To typowa legenda związana z dawnymi twierdzami, która dodaje miejscu tajemniczej atmosfery, choć nie ma historycznego potwierdzenia.

Polecany post

Śladami Outlandera - to tu kręcono serial

 Śladami Outlandera - to tu kręcono serial Serial Outlander przyciągnął miliony widzów nie tylko historią Claire i Jamiego Fraserów, ale ta...